Plaża Vadu – jedna z ostatnich dzikich nadmorskich plaż w Europie

Wy, szum fal, ciepły, miękki piasek i nikogo dookoła. To tylko wyobraźnia, atrakcja z dalekich Bahamów czy może kadr z filmu romantycznego? Okazuje się, że w naszym zadeptanym świecie można jeszcze natrafić całkiem blisko na takie atrakcje.

W filmie drinki podawałby skąpo ubrany kelner, a przy brzegu stałby zacumowany jacht, za zakup którego musieliście sprzedać wyszarpaną od developera mikrokawalerkę na Wilanowie. My nie jesteśmy wybredni, drinka zrobimy sobie sami. 

Fakt, że takie miejsce istnieje nie zawdzięczamy szczęściu, niewiedzy innych czy temu, że Rumunia nie poznała się jeszcze na turystyce. Nic z tych rzeczy! Plaża Vadu jest po prostu tragicznie położona… i to z punktu widzenia niemal każdego, kto mógłby się nią interesować. 

Najbliższą miejscowością od linii brzegowej jest Vadu, w której znajdziemy zaledwie dwa niewielkie sklepiki, tajemniczą, (prawdopodobnie) zamkniętą fabrykę i parę miejsc noclegowych. Umówmy się jednak, że nawet optymistyczne 3 km od plaży nie wygląda dobrze w ofercie wypoczynku nad morzem. 🙂 

Cały rejon leży w otulinie Parku Narodowego Delty Dunaju. To, z punktu widzenia biznesu, sprawia, że jakiekolwiek inwestycje objęte są ścisłym nadzorem. Ponadto, ze względu na ochronę przyrody, nie można prowadzić tam ciężkich prac budowlanych. Na szczęście dla nas, ludzi, ktoś jednak podniósł rękawicę! W okolicy powstały trzy bary plażowe (więcej o tym w dalszej części), ale wszystkie są prostymi „paletowymi” budynkami z wodą dowożoną cysternami.

Dla rolnictwa ziemie te są niemal bezużyteczne – piaszczyste i porośnięte suchą trawą, a w dodatku całkiem bogato posolone dzięki bliskości Morza Czarnego. Prawdopodobnie również bliskość PN nakłada na ten sektor wiele ograniczeń. Cały pas przybrzeżny na szerokości nie mniejszej niż 1,5 km jest płaską, suchą łąką z pojedynczymi krzewami rokitnika. 

Przy beach barze jest urokliwy cypel

Dla większości turystów oddalenie od jakiejkolwiek infrastruktury jest na tyle niekomfortowe, że przyjeżdżają tu na jedną, góra dwie noce. Oczywiście dla samowystarczalnych karawaningowców to miejsce to mekka, lecz tu problemem staje się dojazd. O ile przejechanie osobówką po piaszczystych drogach nie jest jeszcze aż tak skomplikowane, tak z przyczepą łatwo się zakopać, co obserwowaliśmy kilka razy. Ponadto wystarczy pojechać kilka kilometrów dalej na plażę Corbu czy jeszcze bardziej na południe w rejon Konstancy, by mieć dostęp do wszelkich wygód, noclegów i kempingów. Tam też można rozbić się na dziko a jednocześnie korzystać z dobroci cywilizacji. 

Wszystkie te aspekty powodują, że mało turystów wybiera się na plażę Vadu. Nawet jeżeli pogoda sprzyja i pojawi się ich więcej niż zazwyczaj, to ponad 10 km linii brzegowej wystarcza, aby znaleźć kawałek dla siebie i bez problemów wypocząć. 

Morze i plaża

Kto był w Rumuni ten wie, że zarówno lokalesi jak i turyści niestety wciąż zasadę „leave no trace” wymawiają jako „leave all trash”. W końcu w wymowie brzmi podobnie ;). Tak samo w przypadku Vadu spodziewaliśmy się, że po przyjeździe najpierw spędzimy dobrą godzinę na sprzątaniu, aby nie irytować się na widok śmieci. Czekało nas jednak pozytywne zaskoczenie! Poza śladami korzystania z krzaków było całkiem nieźle. Nawet jeśli chodzi o niesłynne „papieżaki” to ludzie mieli tyle ogłady, żeby odejść te kilkadziesiąt metrów od wydmy/ plaży. W przybrzeżnym paśmie nie uświadczyliśmy przykrych zapachów ani min. Może to być częściowo zasługa ulewy z poprzedniego tygodnia, która to rozpuściła powakacyjne ślady ludzkiej bytności. Bardzo również pocieszał nas fakt, że przy większych obozowiskach stały toalety turystyczne czy chociaż zwykłe saperki. 

W wielu artykułach można przeczytać, że Morze Czarne jest bardzo czyste, ale jeśli W wielu artykułach można przeczytać, że Morze Czarne jest bardzo czyste. Może i tak, ale jeżeli marzycie o krystalicznie przejrzystej wodzie to nie w rejonie Plaja Vadu. Piasek jest tutaj cudowny, lecz bardzo drobny i lekko mulisty, przez co, nawet przy niewielkich falach woda przy brzegu jest dość mętna. Mimo to, nie ma przykrego zapachu ani jakiegoś nieprzyjemnego (poza słonym) posmaku. 

Minusem dla niektórych może być obecność w morzu, dość pokaźnych rozmiarów, meduz. Ciężko jest ustalić czy są one w jakikolwiek sposób groźne dla ludzi. Jedne źródła podają, że są bezpieczne, a drugie piszą o przypadkach długotrwałych skutków porażenia :D. Na szczęście w samej wodzie spotkaliśmy ich niewiele, natomiast na plażę po wietrznej nocy morze wyrzuciło ich całkiem sporo.   

Na pewno zachwyceni będą wszyscy fani zbierania muszli. Jest ich tu pełno, a każda piękniejsza.

Nocowanie

Można spać w namiocie, ale że jest to wybrzeże to dość częste są silne wiatry. Zaraz przy plaży tworzy się naturalna, niewielka wydma, która osłania przed podmuchami, jednak jak to nam morzem, wiać będzie i trzeba mieć to na uwadze. Plusem namiotu jest to, że nie trzeba się ograniczać. Nikt nie zabroni Wam rozbić się na samej plaży, a pobudka z widokiem na fale może zrekompensować wietrzne nieprzyjemności. Pamiętajcie jednak, że to morze i należy uwzględnić przypływy, które w przypadku płaskiego nadbrzeża potrafią zaskoczyć.  

My wybraliśmy nieco wygodniejszą opcję – nocowanie w aucie. Dzięki temu mieliśmy zapewnioną osłonę od wiatru i nieco lepszy komfort termiczny. Minusem była większa odległość od plaży – aż 15 kroków ;). Finalnie nie przeszkadzało to tak bardzo, a dzięki lokalizacji za wydmą również w obozowisku wiatr był mniej dokuczliwy.   

Jeśli chodzi o przyczepy i kampery to jest to miejsce idealne, o ile Wasz domek na kółkach poradzi sobie na dość mocno piaszczystym terenie. Jest jednak pewien minus całej tej dzikości. Teren jest płaski, a jedynym wzniesieniem jest wydma. Jeżeli macie terenowe auto i możliwość wjechania na nią to widok na morze gwarantowany. Jednak jeśli nie macie takiegoż lub obawiacie się o swój środek transportu pozostaje łąka zaraz za wydmą. Jeśli jednak mimo tego, marzy Wam się widok na wodę, lepszą opcją może być sąsiednia plaża Corbu – tam klif zapewnia znacznie lepszą panoramę.

Podstawowym problemem podczas dłuższych pobytów jest dostępność słodkiej wody. W aplikacji Park4Night nie znaleźliśmy w okolicy nic poza wątpliwej jakości studnią (taką klasyczną, z zardzewiałym wiadrem na korbie) i nieczynnym kranem przy dawnej stacji paliw. W pobliskim sklepie dostępne są jedynie małe butelki, więc sensownym jest zaopatrzyć się w większy zapas. Nie pytaliśmy w barze, bo opinie z Google nas zniechęciły – trzeba zjeść obiad na miejscu lub zapłacić, a woda z tamtejszego kranu i tak ponoć jest słonawa i niezdatna do picia.

Na nasze 4 dni spędzone na plaży zabraliśmy łącznie w baniakach i butelkach ok 50 l słodkiej wody. Godząc się na to, że naczynia płuczemy w morskiej, wystarczyło to nam do gotowania, picia i oszczędnego mycia/ opłukania się z soli. Na pewno na przyszłość spalibyśmy spokojniej z większym zapasem lub świadomością, że w pobliżu można wygodnie zapasy wody uzupełnić. 

Atrakcje

Morze, plaża, piasek, wydmy, muszelki. Na tym lista atrakcji się kończy. 🙂 Trzeba chyba być prawdziwym plażowym zwierzem lub bardzo zmęczonym człowiekiem, żeby spędzić tam więcej czasu. Owszem, w okolicy są dwa-trzy plażowe bary, 4 km dalej jest niewielka miejscowość, ale na tym koniec. W praktyce, jednego dnia wybraliśmy się na spacer ok 5 km w jedną stronę, następnego 5 km w drugą. Poza cyplem, wspomnianymi barami i dziwnym, nieco tajemniczym obiektem wojskowym urozmaiceń brak. 🙂 Kiedy już nacieszycie się ciszą, spełnicie wszystkie fantazje seksualne związane z samotnym pobytem na plaży i przespacerujecie się w jedną i w drugą stronę, to tak naprawdę lista rozrywek zostaje wyczerpana. 🙂 

… no chyba, że lubicie zbierać muszelki, no to proszę 🙂

Próbowałem surfowania na SUPie, lecz niestety ukształtowanie dna i wiatr nie sprzyjał, więc zabawa szybko się skończyła. Spacery wgłąb lądu nie oferują nic ciekawego. W najbliższej okolicy co prawda znajduje się kilka ruin, do których można podjechać i pozwiedzać, ale to też jest atrakcja na jeden dzień. W związku z tym, jeśli chcecie pobyć na Vadu dłużej, nie zapomnijcie o książce albo sudoku. 🙂 

Plaża dla naturystów?

Plaja Vadu nie figuruje nigdzie jako plaża dla nudystów. Jednak trochę taki klimat na niej panuje i trzeba się z tym liczyć. No ale kto w takiej sytuacji odpuściłby sobie możliwości wykąpania nago w morzu czy poopalania bladych części ciała. 😉 Na pewno mocno zależy to od pory roku, w sezonie przy większym tłumie zapewne mniej osób rwie się do zrywania z siebie ciuchów. Z naszych obserwacji wynika, że jeśli komuś przeszkadza nagość to zdecydowanie lepiej jest wybrać część plaży na południe od drogi dojazdowej. To tam widzieliśmy rodziny z dziećmi, więc obstawiamy, że jest jakiś niepisany pakt – lub po prostu bliskość drogi dojazdowej zniechęca. 🙂 Podsumowując na plaży można spotkać różnych ludzi z różnym podejściem, są tacy w strojach kąpielowych, część chodzi topless. Na pewno nie musicie się martwić, że, tak jak to jest na prawilnych nudystycznych plażach, wyjście w drugiej skórze odbierane będzie jako nietakt.

Garść porad

  1. Jeśli marzy Ci się wjazd na samą plażę, to warto mieć pod ręką trap/ saperkę czy cokolwiek co pomoże wydostać auto z piasku. Staraliśmy się być w tym temacie ostrożni, bo mamy świadomość, że nasze auto tylko wygląda na terenowe, a i tak raz musieliśmy odkopywać koła, aby ruszyć z miejsca. Na szczęście, ktoś wyczuł biznes i już przy wjeździe stała tabliczka z numerem pomocy drogowej, a kawałek dalej można było ową pomoc podziwiać. 🙂
  2. W barze (stan na wrzesień 2021) można płacić wyłącznie w gotówce – warto zabrać jej zapas. Z toalety/ łazienki można skorzystać wyłącznie po złożeniu zamówienia. Podobnie jest z poborem wody, przy czym opinie ostrzegają, że woda jest słonawa i niezdatna do picia. 
  3. Nad brzegiem jest zasięg internetu, ale nie pokładajcie w nim wielkich nadziei. Wydaje się, że w okolicy znajduje się tylko jeden BTS i bardzo często jest przeciążony co skutkuje przerywaniem/ rozłączaniem z siecią. Na sprawdzenie instagrama i wrzucenie fotki wystarczy, na oglądanie Netflixa czy pracę zdalną nie ma szans. 
  4. Wieczorem we wrześniu mocno dokuczały komary. Na szczęście nie poznały się jeszcze na dobrodziejstwach nowoczesnej chemii, więc zwykły Off (albo inny preparat z względnie bezpieczną ikarydyną) w zupełności wystarczał. Przed spaniem w aucie odpalaliśmy standardową wtyczkę Bros-a wybijającą komary – 15 min i można było iść spać bez bzyczenia 🙂 O ile te owady dały się łatwo pokonać, o tyle gorzej było z wszędobylskimi muchami końskimi. Nie naprzykrzały się na wietrze i słońcu, ale gdy tylko chroniliśmy się w cieniu przypuszczały zmasowany atak. Środki chemiczne na niewiele się zdają w tym przypadku – nic z tego co mieliśmy pod ręką (ikarydyna/ deet) nie odstraszało skutecznie gzów.

Lokalizacja i dojazd

Najłatwiej kierować się na miejscowość Vadu, dalej już musimy podjąć decyzję – na Najłatwiej kierować się na miejscowość Vadu, dalej już musimy podjąć decyzję na czym nam zależy. Na mapach Google plaża oznaczona jest w trzech miejscach i każde ma nieco inną specyfikę. Dlatego pomożemy Wam, zawczasu przygotowując poniższą rozpiskę. 🙂 

Pierwsza część (nr 1 na obrazku) – ciągnie się od Beach Baru Cherhana Bosoanca Vadu aż do miejscowości Corbu. Przy samym barze spotkaliśmy skupisko kamperów. Jeśli w zamian za odrobinę infrastruktury i ładniejszy widok z własnej przyczepy/ kampera jesteście gotowi odpuścić nieco samotności to to miejsce jest właśnie dla Was. Ujście pobliskiej rzeki jest bardzo urokliwe i w sumie trochę żałuje, że nie zatargałem tam swojego SUPa.

Tłumy w wersji Vadu, to na tę plażę pokieruje Was większość znaków drogowych

Druga część (nr dwa na obrazku) –  miejsce idealne na krótki pobyt. Przy samej plaży dość przyzwoita (choć nadal piaszczysta) droga. Na plus, że ubity teren ciągnie się niemal do samego brzegu, więc bez problemu zaparkujecie z widokiem na morze. Zdecydowanie mniej nudystów 🙂 Na minus to, że jest tu więcej ruchu niż po drugiej stronie (choć i tak naprawdę niewiele).

Nasze pierwsze podejście do noclegu, jednak po rekonesansie znaleźliśmy sobie nieco bardziej ustronne miejsce w “strefie” którą na mapce oznaczyłem numerem 3 🙂

Trzecia część to ta wysunięta najbardziej w stronę Parku Narodowego. Dojazd nadal jest OK (byle tylko nie próbować drogą przy samej plaży, trzeba się kawałek cofnąć drogą dojazdową i odbić w lewo). Tam, niemal jak w parcelach, co kilkanaście metrów są lepsze lub gorsze drogi odbijające w rejon tuż za wydmą. Idealne na dłuższy pobyt, gwarantujące największą prywatność i spokój. Ukształtowanie terenu nie jest idealne widokowo, bo wydma zasłania plaże, ale dzięki temu wiatr nie zrywa totalnie czapek z głów.

Ważna informacja:

Wszystkie opisane tereny są otuliną Parku Narodowego Delty Dunaju i po prostu dobrze jest o tym pamiętać. Oficjalnie w Rumunii nocowanie na dziko nigdzie nie jest dozwolone, ale ze względu na tradycję i mniejszości narodowe przymyka się na to oko, z czego my wszyscy korzystamy. Róbmy to jednak tak, aby nie dawać powodu do zaostrzenia zasad. Gdzieś w internecie przed wyjazdem przeczytaliśmy, że lokalni akceptują biwakowanie w kierunku parku do wysokości ostatniego Beach Baru Cherhanaua Vadu Pescarilor (ponad numerem 3 na mapie). Mimo, że dalej jest jeszcze bardziej dziko i zachęcająco, a sami spacerując widzieliśmy kilku biwakujących, my też apelujemy, aby uznać ten bar jako punkt najdalej wysunięty w stronę PN i za tą granicą jedynie spacerować.

Chociaż ogólnie śmieci nie było dużo to i tak postanowiliśmy przed wyjazdem przejść się po okolicy z workiem

Droga dojazdowa jest średniej jakości drogą polną. Ale, zanim zmierzycie się z przyczepnością na piasku, czeka Was jeszcze sporo wybojów na drodze przy granicy Parku Narodowego. Warto jechać ostrożnie, bo można wpaść w solidne dziury lub najechać na wystające elementy zbrojenia betonowego drogi. Po około dwóch kilometrach jest zjazd i wyjeżdżona trasa prowadząca na plażę. Jest bardzo piaszczysta i nierówna, ale na tyle ubita, że do większości miejsc dojedzie spokojnie przeciętna osobówka – o ile nie ma obniżonego zawieszenia 🙂

Podsumowanie

Jeśli drzemie w Was potrzeba powrotu do natury albo marzyliście o ciszy na plaży to to miejsce bez wątpienia warto wciągnąć na swoją listę marzeń. Nie trzeba spędzić tu długich dni, tak daleko od wszystkiego baterie ładują się zdecydowanie szybciej. My bez wątpienia powrócimy (oby już za rok!) do pięknej Delty Dunaju, aby podziwiać niezwykłą przyrodę, oraz do maleńkiego Vadu naładować się słońcem przed kolejną jesienią.

Netflix o zachodzie słońca na plaży? Czemu nie 🙂
Sprawdź kolejne wpisy!
Czytaj dalej

Triglavski Park Narodowy – piękno górskiej części Słowenii

Muszę przyznać, że na Triglavski Park Narodowy trafiłem zupełnie przypadkiem latając sobie bez większego celu po Google Maps. Niewiele myśląc sprzedałem pomysł mojemu koledze od wypraw rowerowych: “A może tym razem Triglav?”. Tyle wystarczyło, by pomysł zakiełkował.
Czytaj dalej
Czytaj dalej

Raj pieszych wędrówek – trekking po Rumuńskich Fogaraszach

To, że wrócę do Rumunii było pewne. Pewne jest też to, że wrócę i kolejny raz, bo wciąż przemaszerowałem tylko mały wycinek tego pięknego rejonu. Jeśli jesteście gotowi poświęcić nieco wygody w zamian otrzymacie moim zdaniem jedne z najlepszych gór na średniozaawansowany trekking.
Czytaj dalej
Czytaj dalej

Trasa Transfogaraska Rowerem – czyli Rumunia dla aktywnych

Do momentu wyjazdu do Rumunii jako cele swoich wypraw i wyjazdów wybierałem raczej zachodnią część Europy. Po tym wyjeździe zrozumiałem jak wielki błąd popełniałem wybierając te popularne, teoretycznie “bezpieczne i pewne” kraje ponad Bałkany. Rejony, które wciąż nie zachłysnęły się turystyką i nie traktują każdego przyjezdnego jak worka z pieniędzmi, zajęte rozwojem cywilizacyjnym pozwalają wciąż w spokoju cieszyć się zwiedzaniem tego pięknego kraju i posmakować jego gościnności.
Czytaj dalej