Apteczka podróżna – jak ją przygotować, aby Cię nie zawiodła

Do apteczki często nie zaglądamy  zanim nie będzie naprawdę potrzebna. To dość poważny błąd. Dziś zachęcam Was do poświęcenia jej 15 minut, za które podziękujecie sobie w sytuacji awaryjnej.

Wydawać by się mogło, że skoro na większości apteczek widnieją jakieś informacje o spełnianiu norm (norma DIN) to możemy być o jej zawartość spokojni. Niestety nic bardziej mylnego! Przede wszystkim co to jest to DIN? To niemiecka norma dotycząca zawartości apteczki, spotykane są głównie trzy typy:

  1. DIN 13164 to norma określająca zawartość popularnych apteczek samochodowych, przydatnych przy udzielaniu pomocy w razie wypadku drogowego ale do popularnego wykorzystania innych sytuacjach.
  2. DIN 13167 została opracowana z myślą o kierowcach jednośladów. Przede wszystkim liczba i typy obowiązkowych opatrunków mają zapewnić znacznie mniejszy rozmiar opakowania apteczki ale z drugiej wystarczającą ilość i rodzaj opatrunków na klasyczne drobne wypadki.
  3. DIN 13157 można spotkać najczęściej stacjonarnie w biurach/sklepach/fabrykach – to tzw. przemysłowa norma określająca ilość i typy opatrunków niezbędnych przy udzielaniu pierwszej pomocy na terenie zakładu pracy, biura, szkoły itp.

Jeśli ktoś pofatygowałby się aby sprawdzić co dokładnie opisują te normy to może się samodzielnie przekonać, że unormowane jest jedynie to co apteczka musi zawierać a nie to jakiej jakości musi być. Stąd też bez problemu można kupić tanie apteczki z normą wypisaną wielkimi literami na opakowaniu… i plastrami, które nawet nie będą się kleić. Miały być plastry? Są. Że nie kleją? Cóż, za to jest tanio.

Dobre to tylko drogie? Niekoniecznie…

Nie chcę demonizować tanich apteczek, moim zdaniem przy zakupie podstawowej apteczki najlepiej najpierw zwrócić uwagę na… opakowanie 🙂 Bo to będzie jedyna rzecz, które bez wątpienia nie wymienimy a musi spełniać kilka założeń. Po pierwsze i najważniejsze – musi być mała.

Moja aktualna apteczka wycieczkowa/podróżna waży niecałe 250g i mieści się w dłoni

Na początku mojej przygody z wyjazdami kupiłem sobie dużą, “profesjonalnie wyglądającą” apteczkę z cordury z dziesiątkami przegródek i przydatnych rzeczy. Problem był taki, że później nie chciałem jej ze sobą zabierać bo zajmowała dużo miejsca i równie dużo ważyła. Trochę przypadkiem akurat wtedy firma dla której pracuję jako jeden z “gadżetów firmowych” miała takie malutkie apteczki. Wyposażenie było takie jakie można spodziewać się po standardzie darmowych gadżetów firmowych – mizerne, ale samo opakowanie było bardzo zgrabne i ładne. Tak zrodził się pomysł aby właśnie tam mieć wszystko co najważniejsze i zachować taki stosunek wagi i rozmiaru, żebym z automatu taką apteczkę zawsze wrzucał bez obaw w plecak. Na szczęście podobne malutkie apteczki możecie znaleźć w marketach – tą ze zdjęcia poniżej kupiłem w hipermarkecie Auchan, wybebeszyłem z większości zawartości i za mniej niż 60 zł skompletowałem godny zaufania zestaw.

Apteczka-gadżet (po lewej) oraz kupiona w markecie (po prawej) – obie malutkie, ale wypchane!

Zamiast lecieć wg. schematu co w apteczce być powinno spróbujmy przeanalizować co “statystycznie” najczęściej może spotkać nas na szlaku. Oczywiście normy nie są totalnie bez sensu i warto mieć je na uwadze, ale ja osobiście rozszerzam je o parę przydatnych rzeczy.

Odciski, otarcia, skaleczenia

Plastry to jedne z najczęściej wykorzystywanych elementów apteczek. Popularne modele DIN 13164 mają mieć na wyposażeniu 8 plastrów 10x6cm.. i to tyle. Po pierwsze taki rozmiar plastra wymaga cięcia na większość drobnych skaleczeń a po drugie zwykle dołączone plastry nie są wodoodporne, dostosowane do odcisków etc. Dlatego to jeden z ważniejszych elementów na który powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Ja do swojej apteczki dorzucam kilka plastrów wodoodpornych – bardzo często odciski robią się od przemoczonych butów. W mokrej skarpetce większość plastrów wytrzyma zaledwie parę minut na swoim miejscu. Przydatne są również do oklejania ran na dłoni, którymi później będziemy się jeszcze myć, korzystać z wody etc. Świetne są Viscoplast Max Hold, ale używam również tanie wodoodporne z Lidla i dają radę w większości sytuacji.

Jeśli ktoś ma skłonności do odcisków to można rozważyć zakup i włożenie do apteczki 1-2 specjalnych plastrów na tę dolegliwość. Zawierają one często substancje łagodzące obrzęk i ból dzięki czemu powinniśmy być w stanie dokończyć nasz marsz czy bieg.

W temacie odcisków polecam jeszcze jeden patent, który uratował mi m.in. wyzwanie przejścia pieszo ze Śnieżki na ŚnieżnikDermatol. Można go kupić w małych opakowaniach (2/5g), polecam kupić możliwie najmniejsze i wpakować 2-3 saszetki do apteczki. Dermatol przydaje się kiedy jest już bardzo źle – odcisk pękł, zdarła się skóra, z powodu bólu ciężko się maszeruje. W takiej sytuacji o ile nie mamy innej opcji posypanie rany proszkiem i opatrzenie jej pozwala często dokończyć marsz. Proszek ma działanie ściągające, przeciwzapalne i co ważne hamuje krwawienie rany. Nie jest to magiczne lekarstwo – jeśli masz pęknięty odcisk to zdecydowanie lepiej najpierw rozważyć skrócenie trasy niż ratowanie się Dermatolem, ale jeśli i tak musisz przejść jakiś dystans to ten lek może Ci to znacząco ułatwić.

Poważniejsze rany, złamania, zwichnięcia

To już poważniejsza kategoria, często uniemożliwiająca kontynuowanie marszu. W przypadku złamania poza usztywnieniem kończyny niewiele możemy zrobić, trzeba czekać na pomoc. Do tego przydadzą się bandaże. Akurat do tego elementu gotowych apteczek często ciężko się przyczepić, warto zweryfikować ich ilość i jakość w miarę możliwości (ale bez otwierania!). Oprócz bandaża warto mieć kilka kompresów, tych już w większości apteczek nie uświadczycie a nakładanie bandażu wprost na ranę zemści się bardzo szybko podczas próby zmiany opatrunku. Także kilka jałowych kompresów/opatrunków i starać się nie połamać na szlaku 🙂

Przetrwanie

Trochę szumny nagłówek, ale tutaj chciałbym się zająć myśleniem o sytuacji, kiedy z nieprzewidzianych przyczyn (złamanie? zgubienie szlaku?) będziemy musieli gdzieś zostać i np. poczekać na pomoc. W takiej sytuacji niezbędny będzie koc ratunkowy. Apteczka spełniająca normy powinna takowy zawierać, jednak warto się mu przyjrzeć bo niestety to element na którym bardzo często producenci oszczędzają. Dobry i niedrogi koc ratunkowy ma Decathlon, jest znacznie grubszy niż ten, który był dołączony do apteczki z Auchan więc jeśli będzie trzeba na nim usiąść albo zrobić z niego tarp to wytrzyma znacznie więcej.

Rzeczy, której raczej nie spotkacie a warto ją mieć jest zapalniczka. Zwykła, solidna zapalniczka napełniona gazem. Po pierwsze – mnie jako niepalącemu zdarzało się już wielokrotnie zapominać ognia kiedy szliśmy na grilla za miasto, ale też po drugie – możliwość rozpalenia ognia w sytuacji kryzysowej też jest niezwykle cenna. Zapalniczka zajmuje niewiele miejsca, jedynie pamiętajcie aby kontrolować poziom gazu i może oznaczyć ją jako taką, która ma być w apteczce, żeby nie “pożyczać” sobie jej przy każdej okazji 😉

Ostatnią rzeczą, którą polecam jest kawałek cienkiego, ale mocnego sznurka. Też jest to coś bardzo uniwersalnego i może służyć zarówno do mocniejszego przewiązania opatrunku jak i obwiązania koca ratunkowego tak aby stworzył bardziej efektywne energetycznie schronienie. W mojej apteczce są sznurki Naturehike, kupiłem kilka zapasowych i uznałem, że warto jeden tutaj umieścić. Póki co przydały się jedynie do awaryjnego suszenia ciuchów, ale hej! cieszyłem się wtedy, że je mam 🙂

Lekarstwa

Tak, wiem jak kontrowersyjny jest temat lekarstw w apteczkach. Tym co chcą wytknąć mi to w komentarzach od razu przypomiam, że to zalecenie dotyczy głównie apteczek znajdujących się w miejscach publicznych (szkołach, miejscach pracy etc). Twoja apteczka ma służyć Tobie i to Ty najlepiej wiesz co możesz przyjąć. Ponieważ ból głowy albo niespodziewana biegunka mogą utrudnić powrót ze szlaku moim zdaniem nie ma co unikać leków w apteczce. Nie mam ich dużo (zwykle przecinam blister na pół albo nawet na mniejsze części). W swojej apteczce noszę:

  • Ibuprofen (6-8szt, 400mg, tabletki miękkie) – 400mg ze względu na wagę, staram się unikać brania leków przeciwbólowych tak długo jak mogę, więc kiedy już nie mogę to zwykle 400mg jest sensowniejszym rozwiązaniem. Tabletki miękkie działają szybciej, ale mają tę wadę, że trochę gorzej znoszą wyższe temperatury a wręcz rozpuszczają się w słońcu.
  • Węgiel aktywowany (4szt) – woda ze strumienia, jedzenie w pachnącej, ale nienajczystszej knajpie albo zwykły pech – powodów biegunki może być kilka. Przede wszystkim w warunkach polowych jest szalenie utrudniająca, nie ma opcji by w wygodnej pozycji wycierpieć za swoje grzechy o higienie już nie wspominając. Dla mnie element obowiązkowy, należy pamiętać, że one potrzebują chwili aby zadziałać a niewskazane jest branie więcej niż jednej w krótkim okresie czasu (bo efekt może być odwrotny do zamierzonego ;))
  • Wapno w tabletkach (2-4szt) – przydaje się kiedy wystawimy się zbyt intensywnie na słońce albo dopadnie nas jakiś niewielki problem alergiczny.
  • Tabletki do uzdatniania wody (5-10szt) – malutkie, leciutkie, z długim terminem przydatności. Picie wody ze strumieni/rzek to ryzykowna sprawa, jeśli nie mamy pewności czy dane źródło wody jest godne zaufania możemy skorzystać z takich tabletek. Korzystam z nich sporadycznie bo niestety smak wody po ich zastosowaniu jest paskudny, ale kiedy dopadnie nas pragnienie to lepsza “woda z basenu” niż odwodnienie 😉
  • Aspiryna (1-2 tabletki) – na lekkie dolegliwości, lekkie bóle głowy – mnie pomaga, ale na pewno nie jest obowiązkowa

Pozostałe

Na pewno potrzebne będą albo niewielkie nożyczki – tutaj trzeba trafić, bo w marketowych apteczkach widziałem zarówno sensowne małe narzędzia jak i coś co rozpadało się po wzięciu w ręce. Zastępstwem może być kompaktowy nóż, ale nie polegałbym na myśli, że “i tak zawsze zabieram nóż” – znając prawa Murphy’ego na pewno zapomnisz go wtedy kiedy będzie potrzebny. Małe nożyczki są dostępne do kupienia osobno, polecam szukać pod hasłami “nożyczki precyzyjne”.

W mojej apteczce znajduje się także pęseta, zwykła, z marketu, jedynie z płaskimi, zawijającymi się do środka końcówkami. Oczywiście nie do manicure, tylko do wyciągania kleszczy 🙂 Co roku jest ich pełno, więc szansa na złapanie duża a im szybciej je wyciągniemy tym mniejsze ryzyko przykrych konsekwencji. Istnieje cała plejada zastępstw dla pęsety, w tym półautomatyczne narzędzia do usuwania pasożytów, ale ja jestem tradycjonalistą – po n-tym razie nabiera się wprawy 😉

Ważnym elementem wyposażenia będą rękawiczki jednorazowe. Dobrze aby były nitrylowe a nie lateksowe, gdyż mają niemal takie same właściwości, ale w nie uczulają. Co ciekawe rękawiczki przydają się znacznie częściej – mnie się zdarzało zużyć parę kiedy musiałem nagle naprawić coś w rowerze i nie chciałem do końca dnia jeździć ze smarem na palcach. Ponieważ są niezwykle lekkie to zawsze wrzucam 2-3 pary.

W apteczce standardowo powinien znajdować się też ustnik/maseczka do wspieranego oddychania – tutaj nie mam totalnie doświadczenia i odpukać nigdy nie musiałem z niego korzystać więc póki co mam ten, który był na wyposażeniu.

Jak widzicie na zdjęciach moją apteczkę uzupełniłem o inny gadżet z konferencji – płaski, “karciany” multitool, ale póki co nie pamiętam sytuacji aby kiedykolwiek mi się przydał. Dlatego nie zapisuję go jako coś polecanego. Napiszcie w komentarzu, jeśli taki gadżet kiedykolwiek się Wam faktycznie przydał, czy jest to wyłącznie bezużyteczny dodatek.

Podsumowanie

Kup małą apteczkę, wywal z niej wszystko i przemyśl jak ją zorganizować tak aby była prawdziwie użyteczna. Jest to jednorazowa operacja, która może zaprocentować w sytuacji awaryjnej – dlatego nie ma co odkładać tego na później, bo nigdy się tego nie zrobi. Jesteśmy u progu sezonu turystycznego więc życzę, żeby sprawdziła się maksyma: jeśli się przygotujesz to masz mniejsze szanse, że coś się stanie. Ważne jest też, aby zabieranie jej do plecaka stało się po prostu zdrowym nawykiem. Pomoże w tym myśl, że przyda się nie tylko w sytuacji bardzo awaryjnej, ale nawet przy zwykłym bólu głowy. Bądźcie bezpieczni!

Małą apteczkę zabieram nawet na dłuższy spacer po lesie, dzięki temu mogę bujać się spokojnie 😉

Sprawdź kolejne wpisy!
Czytaj dalej

Raj pieszych wędrówek – trekking po Rumuńskich Fogaraszach

To, że wrócę do Rumunii było pewne. Pewne jest też to, że wrócę i kolejny raz, bo wciąż przemaszerowałem tylko mały wycinek tego pięknego rejonu. Jeśli jesteście gotowi poświęcić nieco wygody w zamian otrzymacie moim zdaniem jedne z najlepszych gór na średniozaawansowany trekking.
Czytaj dalej
Czytaj dalej

Lista rzeczy do zabrania na parodniową wyprawę rowerową

Jestem człowiekiem zorganizowanym. Aż za bardzo zorganizowanym. Do tego lubię być przygotowany na wszystko co bezpośrednio kłóci się z tym, że na taką wyprawę generalnie najlepiej wziąć jak najmniej, gdyż każdy zbędny kilogram będzie o sobie przypominał na intensywniejszych podjazdach.
Czytaj dalej