Pierwszy nocleg na dziko w lesie – jak się przygotować?

Nocleg na dziko to wspaniała przygoda. Na pewno nie jest dla każdego, ale mimo wszystko warto to przeżyć samemu i albo pokochać albo tylko dołączyć do kolekcji ciekawych wspomnień

Bez względu na to czy męczy duże miasto, czy chcesz zaznać natury czy po prostu dopisać fajną przygodę do swojego instagramowego story – do noclegu w lesie warto się troszkę przygotować. Nie potrzeba do tego od razu tony sprzętu, drogich gadżetów i jedzenia lioflizowanego – wręcz przeciwnie warto do pierwszego razu podejść trochę na luzie aby szybko samemu załapać z czym to się je.

Duża czy mała przygoda?

Myślę, że wiele osób wpada w taką pułapkę, sam też w nią wpadłem stąd też chciałbym sobie samemu w przeszłości przekazać ważną myśl – to nie musi być od razu duża przygoda dziesiątki kilometrów za domem! Powiem więcej, teraz mając jakiś nowy sprzęt, śpiwór czy koncept na nocleg wolę go wypróbować szybko gdzieś w pobliżu – czy to idąc na spacer do parku czy nocując koło domu. Dzięki temu często nie muszę się martwić tym co się stanie jeśli dana rzecz się nie sprawdzi, będzie mi niewygodnie albo za zimno – po prostu zwinę mandżur i wrócę do domu.

Jeśli wpadłeś/aś na pomysł takiej przygody ze znajomymi, macie termin wyznaczony np. na za dwa tygodnie to jeśli pogoda i czas pozwoli wypróbuj planowany zestaw sprzętu czy ciuchów nawet zostając w nim do późnego wieczora na dworze. Ja niestety swoje pierwsze doświadczenia zdobywałem na kilkudniowym wyjeździe rowerowym na Szlak Orlich Gniazd gdzie musiałem swoje pierwsze błędy dowieźć do końca podróży 😀 Choćby to, że karimata do hamaka okazała się totalnym błędem, w nocy wywijała się spode mnie przez co budziłem się co chwila z zimna, ale takich bolesnych doświadczeń było znacznie więcej, może kiedyś coś więcej o nich napiszę 🙂

Podsumowując – duża przygoda na początek może okazać się ciężką przeprawą przez błędy, które pewnie każdy na początku popełni, bez względu na to ile wpisów na blogach przeczyta. Polecam próbę generalną w ogródku/na działce/w parku czy w pobliskim lesie – bardzo szybko można wyłapać co da się poprawić.

Namiot / hamak / bushcraft – rodzaj noclegu

To chyba pierwsze pytanie, które należy sobie zadać. Nie ma na nie dobrej odpowiedzi, bo też każdy ma nieco inne preferencje dotyczące komfortowego wypoczynku. Dla jednych istotne będzie odcięcie się od świata i bezpieczny kawałek przestrzeni jaki daje namiot, dla innych wygoda i instagramerski sznyt jakie zapewnia spanie w hamaku.

Ponieważ rozmawiamy o pierwszym noclegu to dość ważną kwestią będzie to czy posiadamy odpowiedni sprzęt. Jeśli nie to albo idziemy w bushcraft (który moim zdaniem jest dość hardkorowy na początek) albo musimy się w niego zaopatrzyć.

Namiot – wymaga kawałka płaskiego terenu, można łatwo współdzielić go w 2-3 albo i więcej osób. Niestety lekkie namioty są znacznie droższe, ale jeśli naszym głównym celem jest sam nocleg to zapewne nie będziemy go nieść zbyt daleko. Dla wielu osób na początku plusem będzie poczucie bezpieczeństwa, odcięcie od lasu, możliwość schowania wszystkich rzeczy w środku. Poza samym namiotem potrzebować będziemy czegoś izolującego od podłoża (karimaty, maty termicznej) oraz opcjonalnie elementu wygody – materaca bądź maty samopompującej. Od biedy można poratować się wysypując pod namiot grubszą warstwę ściółki, liści czy mchu.

Jeden z moich najpiękniejszych noclegów pod namiotem – zbocze w Górach Północnoalbańskich. Namiot – Natuerhike CloudUp 3

Hamak – mam wrażenie, że zyskujący na popularności sposób. Wymaga dwóch drzew rosnących w odległości 3-6m w zależności od naszego hamaka. Na plus bez wątpienia to, że można go rozwiesić nawet na stromym terenie, na minus, że wbrew pozorom czasem znaleźć właściwe drzewa nie jest tak łatwo. Na minus trzeba zaznaczyć fakt, że spać w hamaku trzeba się nauczyć i to, że po pierwszym wpakowaniu się mamy wrażenie, że jest super wygodnie nie przekłada się bezpośrednio na komfort snu. Wymaga to trochę praktyki więc raczej po pierwszych nocach możemy obudzić się lekko poskręcani 🙂 Inna sprawa, że wbrew pozorom hamak często wcale nie jest lżejszy od namiotu – musimy zadbać o izolację od spodu (mata termiczna, materac, otulina, undercuilt), pomyśleć o zadaszeniu (tarp) i o tym jak zabezpieczyć nasze bagaże, które zostaną poza hamakiem.

Hamak wydaje się być lekki i wygodny, ale żeby wyspać się w chłodną noc trzeba będzie wyposażyć się w sporo dodatkowych akcesoriów

Szałasy, bivybagi czyli bushcraft – osobiście najmniej eksplorowałem tego typu zabawę więc ciężko mi ocenić. Na plus na pewno koszt – zwykle wystarczy najtańsza folia na tarp i druga do podłożenia w szałasie. Prawie nie ma co dźwigać 🙂 Na minus – intensywny kontakt z lasem, który dla wielu może być dość traumatyczny – robaki, wszelkie ruchy w ściółce leśnej, zwierzęta w nocy etc.

Tarpy wystarczą, aby osłonić się od wiatru i wykorzystać ciepło ogniska

Palcem po mapie, czyli gdzie spać?

Raczej nie sądzę, by ktoś był tak szalony, żeby wybrać się na pierwszy nocleg totalnie bez sprawdzenia okolicy. Analizę okolicy należy bezwględnie zacząć od tego, aby upewnić się, że nasz wybrany obszar nie jest w jakikolwiek sposób chroniony – jest częścią parku narodowego, rezerwatu czy obszaru Natura 2000. Google Maps dość pobieżnie pokazuje takie informacje, dlatego warto upewnić się chociażby na Mapie Turystycznej bądź OpenStreetMap.

Co do wyboru lokalizacji – obserwuję wśród znajomych, że na początku wszyscy wciskają się maksymalnie w głąb lasu, chowają się po krzakach – generalnie bardzo stresuje ich wybór miejsca. Nie wiem czy można coś na to poradzić, pewna odwaga w tym temacie przychodzi z czasem i dopiero wtedy ważniejsze często okazują się widoki, komfort miejsca niż to czy ktoś ma szansę przejść tym szlakiem. Nawet jeśli przejdzie to co? Powie dzień dobry i pójdzie dalej 🙂 Oczywiście o ile nie niszczymy lasu i zachowujemy się tak jak na gości w lesie przystało.

Wbrew pozorom często wystarczy 100m od szlaku aby zupełnie pozbyć się niechcianych spojrzeń wieczornych/nocnych turystów. Wystarczy znaleźć odpowiednio ukształtowany kawałek terenu. Jeśli nie poświęcamy wygody dla widoków to lepiej, żeby to było miejsce w dole, osłonięte od wiatru.

Palić czy nie palić

Nie da się ukryć, że z obozowaniem na dziko nierozłącznie wiąże się wizja ogniska pośród rozgwieżdżonego nieba. Bez wątpienia możliwość ogrzania się przy ognisku jest cudowna, do tego dodaje obozowego uroku. Problem w tym, że oficjalnie palenie ognisk wszędzie poza specjalnie wyznaczonymi miejscami jest po prostu nielegalne. Nie ma wyjątków – po prostu nie wolno. Nie chcę tu prawić morałów ani udawać, że sam nigdy nie rozpaliłem ogniska przy okazji takiego biwaku, ale jedynie zaapeluję o to by jeśli już ktoś się na to zdecyduje to robić to z głową. TRZY RAZY POMYŚLEĆ, CZY TO DOBRY POMYSŁ. Jeszcze raz – robić to z głową, odpowiedzialnie i z uwzględnieniem sytuacji dookoła. Jeśli jest środek lata, susza, środek lasu – ognisko będzie szczytem głupoty. W środku zimy, w wykopanym w śniegu dole ryzyko wzniecenia pożaru jest nikłe. Jeśli sytuacja jest pomiędzy wyżej wymienionymi – musimy zdać się na własną ocenę sytuacji. Ogień jest nieprzewidywalny, ogniska wzniecane ze znalezionych gałęzi często niestabilne i bardzo iskrzące. Jeśli koniecznie musicie to zrobić i żaden sensowny argument Was nie przekona to chociaż obejrzyjcie parę poradników na YouTube o sposobach zabezpieczania ogniska i pamiętajcie, jeśli coś pójdzie nie tak macie niewielkie szanse opanować pożar w nawet umiarkowanie suchym lesie. Jeśli zrezygnujecie z ogniska możecie pomyśleć w zamian o nieco bardziej widokowym, odsłoniętym miejscu. Macie znacznie mniejsze szanse, że ktoś Was pogoni za biwakowanie jeśli nie palicie ogniska.

Wbrew obiegowej opinii podobny zakaz dotyczy kuchenek gazowych – również prawo wobec nich jest bezlitosne i o ile w mojej ocenie są one sensowniejszym rozwiązaniem o tyle to tylko moja ocena i nijak się ma do tego, że po prostu nie wolno ich używać poza obszarami wyznaczonymi jako strefy “survivalowo-bushcraftowe”. Sam osobiście częściej zabieram kuchenkę niż polegam na ognisku, kuchenka jest o wiele bardziej dyskretna, efektywna i niezawodna jeśli chodzi o gotowanie w lesie. Dużo ciężej się nią ogrzać, ale rozsądniej jest polegać na innych źródłach ciepła niż tylko ogniu.

Co jeść na biwaku

Na pierwszy leśny nocleg wystarczy niemal cokolwiek 🙂 Kanapki, owoce, zupka chińska, batoniki. Nie trzeba od razu rzucać się na kosmiczne jedzenie czy super drogie podróżne smakołyki. Jeśli przed noclegiem czeka nas marsz należy jedynie dobrze przemyśleć kwestię dostarczenia odpowiedniej ilości kalorii. Dobrymi, kalorycznymi przekąskami są np. orzechy czy kabanosy. Za to na kolację sprawdzi się świetnie makaron z sosem pomidorowym. Tak, zajmie sporo miejsca, będzie trochę ważył ale uwierzcie mi, że przy pierwszym biwaku nie będzie to tak istotne. Można równie dobrze cały wypad przeżyć na przekąskach i w ogóle się tematem nie zajmować, chociaż ciepły posiłek rano na pewno szybciej postawi nas na nogi po zimnej nocy.

Bardziej niż jedzeniem interesowałbym się wodą. Unikajcie picia wody ze strumieni, chyba, że jesteście naprawdę wysoko w górach w rejonach słynących z czystych potoków. Dobrym zwyczajem zwłaszcza na początku, kiedy jeszcze nie macie wyczucia ile wody potrzebujecie jest zapakowanie 0,5l wody lub soku, którego “nie planujecie wypić” – od taka awaryjna ilość. O ile głód może być frustrujący to jednak spokojnie wytrzymacie 48h i więcej bez jedzenia. Odwodnienie za to dużo szybciej daje o sobie znać i często tak zwala z nóg, że ciężko się zmusić do marszu. Jeśli zamiast wody wybierzecie sok lub coś innego zawierającego proste cukry dodatkowo zapewnicie sobie awaryjne źródło węgli w przypadku zjazdu energetycznego na szlaku.

Droga awaryjna

Normalnie noc wydaje się krótka, ot kładziemy się wieczorem – puf! – i wstajemy rano. Noc w lesie może jednak ciągnąć się w nieskończoność i może to być zarówno pozytywne jak i negatywne doświadczenie 🙂 Prawdopodobnie nawet w negatywnym przypadku będziecie w stanie przeczekać noc i spokojnie wrócić do domu, ale mimo wszystko zachęcam, żeby za pierwszym razem albo być w niewielkiej odległości od samochodu lub mieć kogoś w pogotowiu aby mógł Wam pomóc jeśli zimno bądź warunki Was przerosną. Nawet świadomość tego, że jest droga odwrotu pozwoli lepiej znieść cięższe warunki 🙂

Najlepsze z przygody

Pierwszy raz najlepiej podzielić z kimś. Nie musi być to ktoś z doświadczeniem, może być inna osoba mająca podobny plan co my. Chętnych można szukać wśród znajomych ale też na grupach na Facebooku. Będzie raźniej, będzie miał kto nam zrobić zdjęcia, będzie z kim podzielić się swoimi odczuciami czy ponarzekać na marznące dłonie. Nic nie stoi na przeszkodzie by druga czy kolejna przygoda były samotne, ale na start bezpieczniej i rozsądniej będzie iść przynajmniej w parze.

Na koniec wyświechtany, ale ważny apel aby zostawić miejsce obozu/biwaku w stanie możliwie nienaruszonym. Zabrać śmieci, zlikwidować szałas, bardzo dokładnie wygasić ognisko – najlepiej szczelnie zakopać. Również od nas zależy jak Lasy Państwowe ale też i ogół społeczeństwa będzie patrzył na taką formę spędzania czasu. Jeśli będziemy dbać o niepisane zasady pilnowania porządku, szanowania natury i terenów parków narodowych i rezerwatów to jest szansa, że stref gdzie można legalnie uprawiać tę formę turystyki będzie coraz więcej.

Sprawdź kolejne wpisy!
Czytaj dalej

Raj pieszych wędrówek – trekking po Rumuńskich Fogaraszach

To, że wrócę do Rumunii było pewne. Pewne jest też to, że wrócę i kolejny raz, bo wciąż przemaszerowałem tylko mały wycinek tego pięknego rejonu. Jeśli jesteście gotowi poświęcić nieco wygody w zamian otrzymacie moim zdaniem jedne z najlepszych gór na średniozaawansowany trekking.
Czytaj dalej